Masz swój wymarzony, przytulny dom. Urządzałeś go miesiącami, dbając o każdy szczegół. To w nim dzieją się najważniejsze wydarzenia Twojego życia. Jednak może zdarzyć się coś kompletnie niespodziewanego. I co wtedy?

Tak, to wydarzyło się naprawdę!

Nie przewidziałam, że akurat to może się wydarzyć. A jednak! Opowiem Ci sytuację wprost z mojego życia, kiedy to ubezpieczenie domu uratowało moje oszczędności i wakacje. Tak, to wydarzyło się naprawdę! Długi weekend, słoneczna pogoda – idealny czas na wypad na wieś do rodziców. 200 kilometrów od domu. Radosne zakupy z siostrą przerywa telefon od sąsiadki: „Zalewa mi Pani mieszkanie!”. Biegiem do auta, a po drodze sprawdzanie scenariuszy. Nigdy nie zostawiamy otwartych okien, zawsze zakręcamy wodę. Była ulewa – może to z dachu?

To, co zastaliśmy na miejscu, było obrazem nędzy i rozpaczy. Winowajcą okazała się… klimatyzacja. A dokładnie rurka, którą urządzenie odprowadza skropliny, zamontowana w rynnie spustowej. Oberwanie chmury spowodowało, że woda zaczęła wracać i wlewać się do mieszkania. Właściciel firmy, która zamontowała klimatyzator, stwierdził, że coś takiego widzi pierwszy raz w życiu. A jednak, właśnie nam się to przydarzyło.

W naszym mieszkaniu podłoga zalana, cała elektronika, ukochane winyle i książki. W mieszkaniu sąsiadki powódź. Telefon do ubezpieczyciela i zgłoszenie szkody. Dostaliśmy zgodę na rozpoczęcie prac, poproszono nas tylko, żebyśmy robili zdjęcia. Jak wspomniałam, był długi weekend, więc zakasaliśmy rękawy i sami zabraliśmy się do pracy. Konieczne było usunięcie paneli. Pod nimi był parkiet – stare budownictwo, klejony na subit. Okazało się, że to substancja równie niebezpieczna, jak azbest. Konieczne było wezwanie specjalistycznej ekipy. Pani z infolinii naszego ubezpieczyciela pomogła znaleźć firmę, która już pierwszego dnia po weekendzie była na miejscu, aby usunąć subit z posadzki.

A jednak pojechaliśmy na wakacje

Remont był trudny. W salonie, który został zalany, mamy na stałe zamontowane biblioteczki z drewna, wykonane na zamówienie. Niestety, trzeba było je zdemontować. Nowe wylewki, podłogi, malowanie – koszmar, i to na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem na wakacje. Od zgłoszenia szkody do wypłaty pieniędzy minęło zaledwie kilka dni. Mogliśmy więc szybko kupić materiały i zatrudnić fachowców. A przede wszystkim nie musieliśmy rezygnować z wyjazdu na urlop, który w tym roku wyjątkowo nam się należał. Po powrocie pojechaliśmy na zakupy – syn dostał nową konsolę, bo stara została zalana. Stolarze zamontowali biblioteczkę, bo ubezpieczenie objęło również ten wydatek. Sąsiadka też jest zadowolona, bo od lat próbowała namówić męża na remont. Więc nie ma tego złego, gdy jest ubezpieczenie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ